Czy szkolenie z bezpiecznej jazdy wystarczy, aby obniżyć szkodowość floty?

W większości firm użytkujących floty prędzej czy później pojawia się pomysł, aby zorganizować kurs bezpiecznej jazdy dla pracowników. Szkół bezpiecznej jazdy jest w Polsce kilkadziesiąt, sama organizacja kursu nie jest więc problemem. Jednak po zakończeniu szkoleń wielu fleet managerów z rozczarowaniem konstatuje, że wcale nie doprowadziły one do spadku szkodowości, a czasem wręcz okazuje się, że po szkoleniu kolizji i wypadków jest w firmie więcej.

Pytanie, czy dzieje się tak dlatego, że kursy bezpiecznej jazdy są ogólnie pozbawione sensu, czy może z innych przyczyn? Czy da się tak zorganizować takie szkolenia, aby okazały się one skuteczne? Na co zwrócić uwagę, aby trening bezpiecznej jazdy poskutkował obniżeniem szkodowości i aby ten efekt był trwały? 

Odpowiedź jest taka, że szkolenie kierowców w zakresie bezpiecznej jazdy ma sens, ale aby takie szkolenia zadziałały, musi zostać spełnione kilka niezbędnych warunków. W zrozumieniu, jakie to warunki, pomoże nam przyjrzenie się, jak różne firmy podchodzą do zarządzania szkodowością w swoich flotach.

1. Trzy typy firm użytkujących floty pojazdów

Firmy użytkujące floty pojazdów można umownie podzielić na trzy typy: 

  • takie, które nie robią nic, aby w ich flotach było bezpieczniej
  • takie, które ze zmiennym szczęściem próbują 
  • takie, które mają rozbudowane procedury bezpieczeństwa flotowego i osiągają w tej dziedzinie bardzo dobre wyniki.

Typ pierwszy: bezczynni

Do pierwszego typu należy większość polskich małych i średnich przedsiębiorstw z flotami liczącymi po kilka-kilkanaście pojazdów. Firmy te nie podejmują żadnych działań nakierowanych na bezpieczeństwo jazdy poza tymi wymaganymi przez prawo. Zapewniają obowiązkowe ubezpieczenie pojazdów, wykonują badania techniczne i inne przewidziane regulacjami prawnymi czynności, ale nie robią nic ponadto. Takie podejście zwykle skutkuje ponadprzeciętnie wysoką szkodowością, ponadprzeciętnie wysokimi kosztami eksploatacji pojazdów i ponadprzeciętnie wysokim zużyciem paliwa. 

Typ drugi: początkujący

Drugi typ jest znacznie mniej liczny od pierwszego. Są to zwykle przedsiębiorstwa średniej wielkości, z flotą kilkudziesięciu pojazdów, które próbują działać na polu bezpieczeństwa flotowego, ale znajdują się dopiero na początku tego procesu. Aktywności, które podejmują, zwykle mają niewielką skalę i bywają mało skuteczne. Flotowiec w takiej firmie często musi się zmierzyć z wieloma przeciwnościami: niewielkim budżetem na obniżanie szkodowości, brakiem jednoznacznego poparcia zarządu (który traktuje działania w dziedzinie bezpieczeństwa flotowego jako koszt), a czasem również własnym brakiem doświadczenia. W rezultacie poziom szkodowości i zużycie paliwa w takich firmach nie odbiegają znacząco od firm pierwszego typu, tj. również pozostawiają wiele do życzenia.

Zazwyczaj w takich firmach stosuje się tylko dwa środki służące poprawie bezpieczeństwa we flocie. PIerwszym jest regulamin korzystania z pojazdów służbowych (polityka flotowa), najczęściej mocno ogólnikowa jeśli chodzi o wytyczne dotyczące bezpieczeństwa jazdy. Drugim są natomiast szkolenia z bezpiecznej jazdy, zwykle realizowane tylko okazjonalnie, a jeśli już, to w formie kursu na płycie poślizgowej, który jednocześnie ma spełnić funkcję imprezy integracyjnej. To właśnie w firmach tego typu najczęściej pojawia się wspomniany na wstępie problem nieskuteczności szkoleń.

Typ trzeci: liderzy bezpieczeństwa

I wreszcie trzeci typ, bardzo różniący się od dwóch pierwszych. Są to przedsiębiorstwa, które stosują szeroki wachlarz środków mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa we flocie, i kładą na to zagadnienie duży nacisk na co dzień. Właśnie w takich firmach najczęściej osiągane są najwyższe wskaźniki bezpieczeństwa flot. 

W polskich warunkach ta trzecia kategoria firm to najczęściej oddziały lub spółki zależne dużych międzynarodowych korporacji. Liczbę takich podmiotów można w naszym kraju szacować na kilkaset. Wysokie wskaźniki bezpieczeństwa flot udaje się w takich firmach osiągać dzięki temu, że przedsiębiorstwa te korzystają ze swoich międzynarodowych doświadczeń w dziedzinie zarządzania szkodowością. Stosowane przez nie praktyki związane z bezpieczeństwem floty stanowią rodzaj zbiorowej wiedzy, którą w środowisku korporacyjnym gromadzono na świecie przez ostatnie kilkadziesiąt lat.

Zgodnie z tą wiedzą, na pytanie postawione w temacie tego artykułu można odpowiedzieć dwojako: po pierwsze same szkolenia z bezpiecznej jazdy nie wystarczą, a po drugie należy je prowadzić w bardzo specyficzny sposób. Szkolenia kierowców są bowiem przez firmy-liderów bezpieczeństwa stosowane, ale ich program często wyraźnie odbiega od polskiego rynkowego standardu. Dodatkowo szkolenia są w tych firmach tylko jedną z wielu aktywności służących do zarządzania szkodowością. 

Jeśli więc firma chce zadbać o poziom bezpieczeństwa w swojej flocie, w tym mądrze zainwestować w szkolenia kierowców, najlepiej skopiować rozwiązania stosowane właśnie przez firmy-liderów bezpieczeństwa. Nie będziemy wtedy musieli samodzielnie odkrywać Ameryki na nowo. Będziemy za to mogli sięgnąć do gotowych praktyk, które są doskonalone od kilku dekad i o których wiadomo, że działają. Poniżej prezentujemy najważniejsze z tych praktyk.

Chcesz poznać źródła strat paliwa i obniżyć jego zużycie?

Za darmo przez 7 dni

2. Szkolenia z bezpiecznej jazdy samochodem w firmie – najlepsze praktyki

W Polsce myśląc o poprawie bezpieczeństwa we flocie samochodowej, często myślimy wyłącznie o szkoleniach. Tymczasem doświadczenia firm, które mogą się pochwalić najlepszymi wynikami w dziedzinie bezpieczeństwa flotowego pokazują, że owszem – szkolenia są ważne, ale też że są zaledwie jednym z elementów większej układanki służącej obniżaniu szkodowości. Innymi słowy, na wysoki poziom bezpieczeństwa we flocie powinny się składać nie tylko szkolenia, ale wiele działań, w które należy inwestować równocześnie.

Tak, kierowców powinno się wysyłać na kursy bezpiecznej jazdy

Praktycznie wszystkie firmy osiągające wysokie wskaźniki bezpieczeństwa w swoich flotach szkolą swoich pracowników w zakresie bezpiecznej jazdy. Prezentację najlepszych praktyk w zakresie kursów bezpiecznej jazdy można więc zacząć od stwierdzenia, że kierowców poruszających się samochodami służbowymi powinno się szkolić, i że przy odpowiedniej realizacji takie szkolenia okazują się skuteczne. 

…ale szkolenia nie powinny być pojedynczym, oderwanym działaniem

Szkolenia nie powinny jednak być stosowane jako jedyne działanie, jakie podejmujemy, z nadzieją, że to wystarczy, aby osiągnąć cel. Kursy bezpiecznej jazdy powinny stanowić jeden z elementów programu obejmującego zróżnicowany wachlarz działań edukacyjnych i administracyjno-zarządczych mających na celu poprawę bezpieczeństwa we flocie. 

Dlaczego same szkolenia, nawet najlepsze, nie wystarczą? Po pierwsze, nawet jeśli zainwestujemy w dobre szkolenia, nie do każdego trafi ich przekaz. W każdej flocie istnieje grupa jednostek opornych na edukację czy perswazję i na ich użytek musimy dysponować alternatywnymi narzędziami wpływu.

Po drugie, bezpieczeństwo ruchu drogowego to złożone zagadnienie. Do wypadków często dochodzi wcale nie z braku umiejętności kierowcy, ewentualnie jest to tylko jedną z przyczyn. Na kolizję mogą się złożyć też takie czynniki, jak cechy osobowościowe pracownika, nieoptymalny dobór trasy, zły stan techniczny pojazdu, stres wynikający z presji wymagań pracodawcy i wiele innych kwestii. Potrzebny jest więc cały kompleks działań, które ograniczą wszystkie możliwe przyczyny wypadków, a nie tylko te które są związane z umiejętnościami kierowców. Przykłady takich działań to między innymi: 

  • Wdrożenie w firmie zbioru zasad regulujących korzystanie z pojazdów pod kątem bezpieczeństwa, czyli Polityki Bezpieczeństwa Flotowego.
  • Aktywne poparcie zarządu i kadry menedżerskiej dla idei bezpiecznej jazdy. 
  • Powołanie osoby lub grupy osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo we flocie.
  • Budowanie w firmie kultury organizacyjnej sprzyjającej bezpieczeństwu.
  • Korzystanie z rozwiązań telematycznych w celu monitorowania stylu jazdy kierowców i motywowania ich do prawidłowych zachowań za kierownicą. 
  • Zbieranie i analizowanie danych na temat szkodowości, wypadków, zużycia paliwa i zachowań kierowców w celu identyfikowania trendów i obszarów ryzyka.
  • Inwestowanie w pojazdy o wysokim poziomie bezpieczeństwa czynnego i biernego. 

Mówiąc „szkolenia”, myśl: „edukacja”

Myśląc o „szkoleniach kierowców”, warto abyśmy rozumieli to pojęcie maksymalnie szeroko, tj. jako wszystkie możliwe formy edukacji kierowców. Działań edukacyjnych dla kierowców flotowych jest bowiem na rynku dostępnych wiele. Poza najpopularniejszymi, czyli kursami prowadzonymi w ośrodkach doskonalenia techniki jazdy (ODTJ) z wykorzystaniem płyt poślizgowych, skorzystać można także z takich usług jak:

  • teoretyczne i praktyczne kursy jazdy defensywnej, realizowane w zwykłym ruchu drogowym
  • teoretyczne i praktyczne kursy ekojazdy (ecodrivingu)
  • wykłady, warsztaty, webinary na temat bezpiecznej jazdy
  • materiały pisemne: newslettery, podręczniki, poradniki, e-learning
  • komunikaty edukacyjne rozsyłane z wykorzystaniem aplikacji telematycznej oceniającej styl jazdy kierowców – jeśli firma z takowej korzysta.

Kurs bezpiecznej jazdy musi mieć konkretne cele

Doświadczenie pokazuje też, że szkolenia z bezpiecznej jazdy mają szansę zadziałać dopiero, gdy ich celem jest nie tyle poprawa umiejętności kierowców, co zmiana ich codziennych zachowań w ruchu drogowym. Wydaje się to tylko semantyczną różnicą, ale tak nie jest. Wypadki zwykle wcale nie są bowiem efektem braku umiejętności; najczęściej są konsekwencją wielokrotnie powtarzanych, ryzykownych zachowań, które latami mogą uchodzić kierowcy płazem, aż wreszcie kończą się źle. Do takich niepożądanych zachowań można zaliczyć np. łamanie przepisów ruchu drogowego, jazdę ze zbyt małym odstępem od poprzedzającego pojazdu czy gwałtowne manewry na drodze. 

Aby móc podejść w taki sposób do edukacji kierowców, najpierw musimy dysponować wiedzą, jakie niepożądane zachowania przejawiają na drodze nasi kierowcy. Można się tego oczywiście próbować domyślić, bo grzechy użytkowników czterech kółek zazwyczaj bywają podobne. Jednak jeśli chcemy nasze działania planować precyzyjnie, praktycznie jedynym sposobem jest instalacja w pojazdach rozwiązania telematycznego z funkcją analizy stylu jazdy kierowcy. Tylko ono pozwoli nam bowiem dowiedzieć się, co dokładnie nasi pracownicy robią na co dzień na drodze.

Następnie powinniśmy tak zaprojektować edukację naszych kierowców, aby jej celem była zmiana tych konkretnych zachowań, które u nich wykryliśmy i które chcemy wyeliminować. Poprośmy akademię bezpiecznej jazdy, z którą współpracujemy, aby zaprojektowała program, który doprowadzi do takiej zmiany zachowań, jaka jest nam potrzebna.

Szkolenie szkoleniu nierówne

Celem szkolenia nie powinny więc być często spotykane ogólniki jak „poprawa świadomości kierowców” albo „doskonalenie techniki jazdy”. Szkolenie powinno mieć postawione konkretne cele związane ze zmianą zachowań naszych pracowników za kierownicą samochodu służbowego, i skutecznie te cele realizować. Wbrew pozorom, jest to niełatwe zadanie, wymagające wysokich kwalifikacji zarówno od szkoły organizującej kurs, jak i od prowadzących go trenerów. Właśnie dlatego znaczna część szkoleń z bezpiecznej jazdy okazuje się nieskuteczna. 

Mało tego, część kursów dostępnych na rynku może wręcz spowodować wzrost szkodowości, czego na własnej skórze doświadczyło wielu fleet managerów. Kiedy występuje takie ryzyko? Przede wszystkim należy się wystrzegać wszelkich szkoleń bazujących na skojarzeniach ze sportem samochodowym, skupiających się na zabawie lub „technikach wychodzenia z poślizgu”. Mogą one bowiem wzbudzić u uczestników poczucie nadmiernej pewności siebie i zachęcić ich do bardziej ryzykownej jazdy. 

Nie jest również prawdą popularny w Polsce pogląd, że zawsze najlepszym rozwiązaniem będzie organizacja szkolenia na płycie poślizgowej. Takie przeświadczenie opiera się na fałszywym założeniu, że do większości zdarzeń drogowych dochodzi w wyniku poślizgu. W rzeczywistości ogromna większość wypadków i kolizji (według polskich statystyk bezpieczeństwa ruchu drogowego ok. 70-80%) wiąże się z wymuszeniami pierwszeństwa, niezachowaniem odstępu, potrąceniami pieszych, nieprzestrzeganiem przepisów i podobnie prozaicznymi kwestiami. Dlatego warto zainteresować się szkoleniami, które koncentrują się właśnie na takich zagadnieniach: chodzi tu przede wszystkim o wspomniane już wyżej kursy jazdy defensywnej.

Lepiej często i tanio, niż drogo i od wielkiego dzwonu

Doświadczenie pokazuje także, że efekty szkoleń, nawet najlepszych, mają ograniczoną trwałość: w przypadku przeciętnego kierowcy efekt zacznie zanikać już po kilku miesiącach. Dodatkowo w większości firm cały czas ma miejsce rotacja pracowników, co w skali całej floty również stopniowo rozmywa efekty działań edukacyjnych. Dlatego lepsze są drobne, ale częste szkolenia, niż organizacja nawet bardzo rozbudowanego kursu bezpiecznej jazdy, ale za to raz na kilka lat

Jest to również kolejny argument za tym, aby poza szkoleniami na płytach poślizgowych sięgnąć po alternatywne działania edukacyjne – po prostu często okazują się one znacząco tańsze i łatwiej odpowiednio często je organizować.

3. Kursy bezpiecznej jazdy a szkodowość – podsumowanie

Doświadczenia z firm osiągających najniższe wskaźniki wypadkowości w swoich flotach samochodowych potwierdzają, że warto prowadzić szkolenia z bezpiecznej jazdy dla użytkowników pojazdów służbowych. Jednak takie szkolenia mają szansę przynieść pozytywne rezultaty tylko pod warunkiem, że zostaną prawidłowo zaplanowane i przeprowadzone.

Aby szkolenia okazały się skuteczne, przede wszystkim nie mogą być jedynym stosowanym przez nas środkiem. Powinny być zaledwie jednym z szerokiej gamy działań nakierowanych na obniżenie szkodowości: nie tylko edukacyjnych, ale też administracyjnych i zarządczych. Cała kultura organizacyjna i zasady funkcjonowania firmy powinny sprzyjać bezpiecznej jeździe, a szkolenia powinny być tylko jedną z aktywności, które podejmujemy.

Ponadto, myśląc o szkoleniach, myślmy wszechstronnie. Jeden typ szkolenia raczej nie okaże się wystarczający. W szczególności, nie ograniczajmy się tylko do kursów na płycie poślizgowej. Na rynku istnieje duży wybór innych form edukacji kierowców, które często lepiej niż płyta poślizgowa sprawdzą się jako rozwiązanie zidentyfikowanych w naszej flocie problemów. Dodatkowo, te alternatywne formy mogą się okazać tańsze.

Dążmy też do tego, aby nasi pracownicy cały czas mieli kontakt z tematyką bezpiecznej jazdy. Warto więc postawić na częste działania edukacyjne, nawet jeśli miałyby one być drobne. W sytuacji ograniczonego budżetu będzie to lepsze rozwiązanie, niż kompleksowy program szkoleń, ale organizowany z wieloletnimi przerwami.

Chcesz poznać źródła strat paliwa i obniżyć jego zużycie?

Za darmo przez 7 dni

Wojciech Szajnert

Ekspert ds. bezpieczeństwa floty

Wojciech Szajnert, właściciel Trenerjazdy.pl, to uznany ekspert bezpieczeństwa flot samochodowych, który od wielu lat wspiera flotowców.